Zemsta ” Masy”

Zemsta „Masy”

Agata Korycka

Masa, czyli Jarosław Sokołowski – członek gangu pruszkowskiego, ma jeden jedyny wyrok prawomocny. Otrzymał go w wyniku kontroli skarbowej, prowadzonej przez Jacka Wetzlicha. Podobnie jak Al Capone, Masa został złapany za podatki. Jednak polski wymiar sprawiedliwości pogrążył nie Masę, a skutecznego urzędnika, wmawiając mu łapówkarstwo. Sprawa ta pokazuje, czym dla naszych sądów jest sprawiedliwość. Jacek Wetzlich do tej pory milczał i nie opowiadał w mediach swojej historii.

_DSC3261_web

Jaki Pan dostał wyrok?

2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat, grzywnę 10 tys. zł. oraz zwrot rzekomej łapówki – 52 tys. zł.

Jaki wyrok po Pana kontroli dostał Masa?

1,6 roku w zawieszeniu na 3 lata i 2 tys. zł grzywny.

Kim teraz jest Masa?

Świadkiem koronnym.

A Pan?

Jestem bez pracy, z niespłaconym kredytem hipotecznym.

       Jacek Wetzlich od 1992 r. był inspektorem kontroli skarbowej w Urzędzie Kontroli Skarbowej w Warszawie. Gdy prokurator stawiał mu zarzuty w 2007 r., miał za sobą ponad 30 lat pracy zawodowej, z czego ponad 20 w kontroli skarbowej. Był przydzielany do kontroli członków grup przestępczych, m.in. Masy i Pershinga. 

Był Pan dobry w swoim zawodzie?

Ocenię to słowami mojej bezpośredniej przełożonej, która zeznała w sądzie, że byłem bardzo dobrym, efektywnym inspektorem i miałem predyspozycje do tego typu kontroli, byłem skrupulatny i dokładny. Przede wszystkim nie bałem się tej kategorii kontroli. Były to bardzo nieprzyjemne kontrole dla obywateli, bo dotyczące majątku i szukania nieujawnionych źródeł przychodu tam, gdzie go nie wykazali. Zajmowałem się głównie światem przestępczym, który uzyskuje bardzo wysokie przychody, bez oficjalnego źródła przychodu, nie będąc nigdzie zatrudnionym, i zdobywa swoje środki poprzez działalność przestępczą.

Czyli był to element większej działalności. Próba zlikwidowania zorganizowanej przestępczości?

Prokuratura, kierując do nas wnioski o kontrole podatkowe tych gangsterów, próbowała się dobrać do nich od strony podatków, tak jak w przypadku Ala Capone. Jednak nie zawsze im się to udawało. Czasem ci ludzie wynajmowali bardzo dobrych adwokatów i wychodzili z kontroli bez szwanku. Kontrola Pershinga była kontrolą pozytywną, udało się wykryć, opodatkować jego dochody na znaczącą kwotę kilkuset tysięcy złotych. Udało się też wejść na hipotekę. Zostałem potem przydzielony do Masy, to było kolejne zadanie. Kontrolowanie gangsterów miało trudniejszy charakter, bo kontrole odbywały się przez kontakty z tymi gangsterami czasem w zakładach karnych, co nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy. Trzeba też być odpornym na pokusy, których bywało dużo. Propozycje łapówek padały często, nie tylko w formie gotówkowej. Nigdy z tego nie skorzystałem, nie wziąłem też żadnej łapówki.

 

 

Dostaje Pan Masę na warsztat i jak to wygląda?

Kontrola trwała półtora roku – od wniosku do zakończenia. Pershing był człowiekiem, któremu na niczym nie zależało, nic go nie interesowało, był lekceważący. Masa był bardziej cwany. Nie docierały do niego jednak żadne procedury, po pierwszym spotkaniu przysłał adwokata jako swojego pełnomocnika. Wszystkie procedury tłumaczyłem adwokatowi, bo Masa na wstępie powiedział, że jego to nie interesuje i od tego ma prawnika. Później było normalne postępowanie, żądanie dokumentów i ich weryfikacja. W przypadku nieujawnionych źródeł dochodu, jak u Masy, chodzi o dokumenty potwierdzające uzyskane przychody (np. umowy zlecenia, kupna, sprzedaży, darowizny itd.), jak i dowody na poniesione wydatki, np. dokumenty potwierdzające zakup działki, domu, samochodu, mebli itd. Masa przyznał od początku, że większość dochodów wygrał w kasynie, co zresztą było tajemnicą Poliszynela. W związku z tym zażądałem zaświadczeń o wygranych, które kasyna wystawiają przy większych wygranych. Bardzo długo czekałem na dokumenty od Masy. Jego postępowanie wszcząłem w 1997 r., a kontrolowałem lata1992-1997.

Jak wyglądała Pana rozmowa z przełożonym? Padały stwierdzenia: „Jacek, masz go dorwać”?

Nie, nigdy coś takiego nie padło. Nie było presji ze strony przełożonych, ale oczywiście interesowali się oni każdą kontrolą. W tamtym okresie jednak wszelkie ustalenia były uzgadniane z przełożonymi, co zresztą potwierdzali oni w sądzie podczas postępowania, zwłaszcza jeżeli chodzi o kontrole grup przestępczych. Potwierdzali to również inni inspektorzy.

       W UKS powstał specjalny zespół, który nadzorował tylko kontrole gangsterów. Kontrole grupy pruszkowskiej i wołomińskiej znajdowały się pod specjalnym nadzorem prokuratury i Ministerstwa Finansów. Pan Jacek sporządzał comiesięczne raporty ze swojej pracy. Czasem w spotkaniach zespołu uczestniczyli przedstawiciele CBŚ. Pan Jacek ściśle współpracował z prokurator Marzeną Kowalską zarówno w sprawie Masy, jaki i Pershinga, jednak sąd nigdy jej nie przesłuchał, mimo wielu wniosków Jacka Wetzlicha.

Jak udało się Panu znaleźć papiery na Masę?

Kontrole Masy zakończyły się negatywnie, nie udało się ustalić podatku od nieujawnionych źródeł dochodu, czyli wyszedł z tych kontroli prawie czysty. Z jednej strony Masa miał dobrego adwokata, był cwany i znacznie inteligentniejszy od Pershinga. Poza tym miał w grupie pruszkowskiej człowieka od załatwiania spraw finansowych. Niemniej jednak w wyniku kontroli udało się stwierdzić, że część dokumentów przedstawionych przez Masę (które miały poświadczać uzyskane przez niego, duże dochody) okazała się fałszywa, chodziło m.in. o zaświadczenie o dużej wygranej w kasynie i umowę o przekazaniu pieniędzy w użytkowanie (były nieopodatkowane, a zatem często pojawiały się w sprawozdaniach finansowych). Był to taki wybieg Masy, przedstawił trzy takie umowy. Jedną z umów udało się obalić, a dwóch pozostałych nie. I mnie udało się do tego dokopać, dzięki mojej skrupulatności, dłubałem dość głęboko. O tym wszystkim na bieżąco była informowana prokurator Marzena Kowalska, która zresztą na mój wniosek zleciła badania grafologiczne. Ich wyniki wskazały, że podpis na umowie nie należy do osoby, którą wskazał Masa jako tę, która przekazała mu pieniądze. Tak samo udało się odrzucić to zaświadczenie z kasyna. Udało mi się zatem obalić dwa fałszywe dokumenty, pozostałych niestety nie, ale i prokuratura nie znalazła odpowiednich dowodów. Jako urzędnik państwowy byłem zobowiązany (za pośrednictwem moich przełożonych) do zawiadomienia prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Masę, który posłużył się nieprawdziwymi dokumentami w czasie kontroli. Takie zawiadomienie zostało wystosowane do prokuratury, która wszczęła postępowanie zakończone dla Masy wyrokiem skazującym. Jest to jego jedyny prawomocny wyrok.

      W UKS panuje pogląd, że wyrok skazujący dla Masy za sfałszowane dokumenty jest bardziej dotkliwy niż wyliczony podatek. Gdyby Jacek Wetzlich nałożył na niego podatek, powiedzmy w kwocie miliona złotych, to byłby on przydatny dla Skarbu Państwa, ale Masa by go nie zapłacił z własnych pieniędzy, a wypuściłby swoich żołnierzy w miasto i oni ściągnęliby odpowiednią kwotę z haraczy. Natomiast wyrok skazujący dla gangstera jest dotkliwszy, ponieważ nadal na nim ciąży, a same pieniądze nigdy nie były dla Masy problemem. W 2000 r., gdy Masa został świadkiem koronnym, musiał się przyznać do popełnionych przestępstw i do tego, że pieniądze uzyskał z działalności przestępczej. Ustawa o podatku dochodowym nie pozwala opodatkować dochodów pochodzących z działalności przestępczej, zatem Skarb Państwa musiałby mu ten milion złotych zwrócić z odsetkami. Nasuwa się pytanie – co jest skuteczniejsze, jaka kara?

Gdzie tu jest problem?

Problem widzi sąd i prokuratura. Zawiadomienie prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez Masę zostało skierowane w 1998 r. Pół roku po zakończeniu mojej pierwszej kontroli, ale przed rozpoczęciem dwóch kolejnych, obejmujących następne lata. Gdy wszczynałem 2. i 3. kontrolę, Masa miał już postawione zarzuty z tej pierwszej i wiedział, komu to zawdzięcza, czyli mnie. Kolejne dwie kontrole zakończyły się negatywnie, ale one były tylko odpryskiem od kontroli głównej. Masa został skazany prawomocnym wyrokiem latem 2005 r., czyli w okresie, gdy był już świadkiem koronnym. Świadkiem koronnym był od 2000 r. W grudniu 2005 r., parę miesięcy po wyroku sądowym, zeznał prokuratorowi, że będzie zeznawał w sprawie korupcji w Urzędzie Kontroli Skarbowej w Warszawie. Mianowicie, że postępowanie kontrolne w jego sprawie zostało zakończone z wynikiem negatywnym, bo przyjąłem od niego korzyść majątkową w wysokości 50 tys. zł oraz 2,5 tys. zł. na rowerek dla dziecka.

       Dopiero po wielu latach Masa przypomina sobie o rzekomej łapówce. Jako świadek koronny w naszym systemie prawnym jest właściwie bezkarny i wierzy mu się we wszystko. Sąd uwierzył więc, że Masa miał coś do ukrycia w kolejnych dwóch kontrolach, kiedy to Jacek Wetzlich i tak już zamknął kontrole, nie wykazując nieprawidłowości. Sam sąd jednak nie znalazł w wyniku sprawdzania dokumentów żadnych haczyków na Masę w dwóch ostatnich kontrolach. Sąd i prokuratorzy tuż przed przedawnieniem sprawy pierwszej kontroli w 2007 r. wierzyli, że Pan Jacek nadal trzyma w domu rzekomą łapówkę, otrzymaną 10 lat wcześniej i może wierzyli również, że znajdą u niego rowerek – łapówkę. Nie uwierzyli jednak w to, że Masa postanowił zwyczajnie zemścić się na skrupulatnym do bólu urzędniku, wtedy gdy już sam był kryty instytucją świadka koronnego. No cóż, pewnie, gdy był jeszcze zwykłym bandytą, a nie świadkiem koronnym, nikt by w łapówkę nie uwierzył, a tak załatwił swoje sprawy z Wetzlichem. Możliwe, że już nigdy nie dowiemy się, jak było, bo sąd odmawia ponownego wszczęcia procesu. Wiadomo jednak z zeznań, że nigdy nie ustalono miejsca przekazania rzekomej łapówki ani żadnych świadków. Sąd oparł swój wyrok skazujący na Wetzlichu, dając jedynie wiarę w słowa gangstera.

Jacek Wetzlich: 23.03.2007 r. o 6:00 rano zastukało do moich drzwi ABW, które przedstawiło dokumenty od prokuratury, czyli zarządzenie przeszukania i zatrzymanie mnie na 48 godzin. Wszyscy, czyli ja i dzieci, byliśmy jeszcze w pidżamach, ale na szczęście wejście obyło się bez najazdu na dom. Przyszło trzech oficerów – dwie kobiety i mężczyzna. Odbyło się przeszukanie mieszkania.

Czego szukali?

Tej łapówki, której nie wziąłem. Niczego oczywiście nie znaleźli, w domu wszyscy byli zszokowani, a mnie zawieziono do siedziby ABW, gdzie zostałem wstępnie przesłuchany i tam dowiedziałem się, czego rzecz dotyczy. Tam dowiedziałem się też, że są gotowe zarzuty o przyjęciu przeze mnie korzyści majątkowych w wysokości 52,5 tys. zł od świadka koronnego o pseudonimie Masa.

Jaka była Pana pierwsza reakcja?

Nerwowy śmiech. Był wynikiem tego, że jak mogłem być oskarżany o coś, czego nigdy w życiu nie zrobiłem. Mamy przecież w końcu 2007 r., a zatrzymanie odbyło się parę miesięcy przed przedawnieniem, więc bardzo się spieszono. Zostałem przesłuchany przez ABW, następnie zawieziono mnie do Prokuratury Okręgowej przy ul. Chocimskiej, gdzie zostałem przesłuchany przez, co podkreślę, asesora prokuratury – Małgorzatę Misztal, osobę świeżo po studiach. Zdenerwowało mnie to, bo próbuje mi stawiać zarzuty osoba, która w latach 90. chodziła do szkoły podstawowej, więc nie miała żadnej wiedzy, jak wyglądało wtedy życie, gdy rządziła mafia i jak ludzie byli zastraszani. Nie miała elementarnej wiedzy na temat kontroli finansowych, podatków, procedury kontroli skarbowej. Spodziewałem się, że będzie to prokurator posiadający pewne doświadczenie. Oczekiwałem wiedzy i doświadczenia, równego partnera. Gdy stawiano mi zarzuty, miałem już 50 lat, ponad 30 lat pracy zawodowej, ponad 20 w skarbowej, byłem fachowcem w tej dziedzinie. Przesłuchanie trwało do późna. Potem zostałem przewieziony do izby zatrzymań na ul. Chodecką, gdzie kazano mi się rozebrać do naga, gdzie miałem się wypiąć, czy niczego nie mam w odbycie. To się odbywa w obecności kobiety z ABW, która na moje żądanie wyszła. Czułem się jak jakiś gangster, morderca, gwałciciel, a byłem człowiekiem, który miał nieskazitelną kartę. Co więcej, ta sama prokuratura wojewódzka, która dokonała mojego zatrzymania, wielokrotnie wcześniej wnioskowała do dyrektora UKS-u o specjalne nagrody dla mnie za efektywną i owocną współpracę. Szok. Następnego dnia dowieziono mnie na kolejne przesłuchanie do pani asesor, gdzie byłem przez nią wręcz  szantażowany. Szantaż polegał na tym, że jeżeli się nie przyznam, to ona ma w szufladzie wniosek o 3 miesięczny areszt. A ja od 1994 r. samotnie wychowywałem trójkę dzieci, byłem ich jedynym opiekunem, a dwoje dzieci było jeszcze nieletnich i zostały same. Strasznie się zdenerwowałem, że muszę wybierać pomiędzy przyznaniem się do tego, czego nie zrobiłem, albo pójściem siedzieć. Oczywiście, pojawiała się myśl w głowie, że może powinienem się przyznać, ale górę wzięło „nie”. Bo jak miałem się przyznać to tego, czego nie zrobiłem? Pozwoliłem sobie nawet na taki żart do pani asesor, że od razu niech wnioskuje o 6 miesięcy, bo za 3 miesiące też się nie przyznam i będzie ta sama rozmowa. Kolejny szantaż to zapewnienie, że jeżeli się nie przyznam, to nie będę obecny na ślubie córki, który miał się odbyć za kilka tygodni. Po niespełna 30 godzinach zwolniono mnie, nie było wniosku do sądu, co świadczy o materiale dowodowym zebranym przeciwko mnie. Był to oczywiście perfidny blef pani asesor.

Co Pan zrobił po wyjściu z aresztu?

Najpierw poszedłem do lekarza. W wyniku nerwów dostałem jakiegoś niedowładu nogi, tak stwierdził lekarz neurolog. Następnego dnia udałem się do adwokata, wybrałem znanego, warszawskiego adwokata. I on mnie zapytał, co ja u niego robię. Nie zrozumiałem na początku. On mi wyjaśnił, że mając takie zarzuty, nie powinienem wyjść po 30 godzinach. Powinienem siedzieć. To był okres, gdy szaleli Ziobro i Kaczyński, a ja zostałem zatrzymany miesiąc przed próbą zatrzymania Barbary Blidy. Przyjechano do mnie po cichu, bez kamer. „Skoro jest Pan u mnie, to znaczy, że nie mają na Pana żadnych dowodów” – stwierdził adwokat, który podjął się mojej obrony, skierowaliśmy szereg wniosków, które prokurator notorycznie oddalał, wrzucał po prostu do śmieci. Pani asesor została zastąpiona innym asesorem (Lesław Bożek), na którego temat nie mogę powiedzieć ani jednego dobrego słowa. Współpracowałem w życiu z różnymi prokuratorami i wiem, że są tacy, dla których prawda obiektywna jest najistotniejsza i jeżeli mają dowody na korzyść oskarżonego, to je uwzględniają, umieją ważyć za i przeciw. Dla asesorów z mojej sprawy liczyły się tylko fakty przeciwko oskarżonemu. Nawet, gdy fakty mówią co innego, niż chce osiągnąć prokurator – tym gorzej dla faktów!

Proces trwał. Jak Pan to znosił?

Wpadłem w silną depresję, psychicznie byłem załamany. Codziennie przez pół roku budziłem się o 5:50. Miałem lęki, byłem na silnych lekach. Potem dostałem trzymiesięczne wypowiedzenie z pracy. Chodziłem do zakładu pracy, opowiadałem o zarzutach, a wszyscy łapali się za głowę, jak można stawiać takie zarzuty takiej osobie jak ja, mając po drugiej stronie osobę taką jak Masa. O zachowaniu moich przełożonych niech świadczy fakt, że mimo zdania prokuratora, że popełniłem przestępstwo korupcyjne, nie zostałem zwolniony dyscyplinarnie. Zarzuty były tak absurdalne, że dyrektor powiedział mi, że gdy tylko nie będzie aktu oskarżenia, to wracam z powrotem do pracy.

       Przed zatrzymaniem Jacka Wetzlicha ABW robiło w UKS kontrolę ze względu na przedłużające się terminy kontroli, które doprowadzały do przedawnień procesów członków grup przestępczych. Prokuratura wzywała kolejno inspektorów na przesłuchania. Pana Jacka jednak nie wezwano, przesłuchano go dopiero po aresztowaniu. Co ciekawe, po przejrzeniu dokumentów okazało się, że Jacek Wetzlich został zatrzymany na 48 godzin na skutek nieusprawiedliwionego niestawiennictwa. Ani ABW, ani prokurator nie wzywali go jednak na przesłuchanie. Pan Wetzlich napisał na to postanowienie zażalenie do sądu. Sąd przyznał, że prokurator podał złą podstawę prawną, aczkolwiek zatrzymanie, zdaniem sądu, było prawidłowe i zgodne z prawem.

Jacek Wetzlich: Składałem wyjaśnienia w toku tego postępowania, wskazywałem na dowody, polemizowałem o bezzasadności takiego oskarżenia, zapoznawałem się z wynikami kontroli, z dokumentacją i z zeznaniami Masy. On od momentu wyroku skazującego go za fałszywe dokumenty aż do zatrzymania mnie był przesłuchiwany przez prokuratora pięć razy. Lektura jego zeznań była niezmiernie ciekawa, bo mylił się w nich bardzo często. Raz mówił, że najpierw dał mi 30 tys., potem 20 tys., a na koniec to ja zażądałem od niego jeszcze 2,5 tys. zł na rowerek, a więc łącznie dał mi rzekomo 52,5 tys. W innym zeznaniu, zapytany, ile w sumie dał mi łapówki, odparł, że łącznie była to kwota 30 tys. zł.

Gdzie on miał Panu dawać te pieniądze?

Tu są kolejne nieścisłości. Masa podawał coraz to inne miejsca. Raz, że wręczył mi je w urzędzie w momencie, gdy oddawałem mu protokół kontroli i odbyło się to w cztery oczy. Miało mieć to miejsce, kiedy byliśmy sami – on mi dał 30 tys. w brązowej kopercie, a ja jemu ten protokół. Podważyłem to w sądzie, pokazując prokuratorowi, że na protokole jest podpis i pieczątka adwokata Masy, a nie Masy, co w żaden sposób nie zainteresowało sędziego. Prokurator powiedział, że to drobna nieścisłość. W kolejnym zeznaniu Masa mówił, że dał mi te pieniądze na ulicy w Ursusie, bo wiedział, że tam mieszkam. Innym razem, że na stacji benzynowej. Zwróciłem prokuratorowi i sądowi uwagę, żeby uściślili, gdzie rzekomo wziąłem te pieniądze. Prokurator, zamiast ważyć zeznania, po raz kolejny wezwał Masę na przesłuchanie i zadawał mu pytania w sposób jednoznaczny sugerujące odpowiedzi. Wymieniłem tylko dwie takie nieścisłości w zeznaniach Masy, a było ich znacznie więcej.

Co w końcu z tym miejscem przekazania łapówki?

Nie ustalono go do końca. Nie pokusił się ani prokurator, ani nawet sąd. Bo wtedy trzeba byłoby szukać świadków itp.

Jaki jest finał tej sprawy? Pan został skazany?

Tak, na Wigilię. Dokładnie 24.12.2007 r. akt oskarżenia trafił do sądu. Fizycznie postępowanie zaczęło się w lutym 2011 r. W 2012 r. zostałem skazany na 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat, grzywnę 10 tys. zł oraz zwrot rzekomej łapówki – 52 tys. zł. Sąd łaskawie odpuścił mi 500 zł z rowerku i nie obciążył mnie kosztami procesu. Absurd tych wszystkich zarzutów polega na tym, że tam nic nie trzyma się kupy. To, że prokurator skierował akt oskarżenia do sądu, jestem w stanie jeszcze zrozumieć. Chce awansować i być pełnoprawnym prokuratorem, jest Wigilia, więc chce dostać premię i nagrody, rozumiem. Zrozumieć potrafię nawet Masę, on się po prostu mści. Ale liczyłem na sąd, że tak bzdurne zarzuty, niemające oparcia w żadnym materiale dowodowym, nie utrzymają się w sądzie. I to trzymało mnie na duchu. Sąd niestety w całości utrzymał zarzuty prokuratora, np. prokurator w akcie oskarżenia podał, że nie wystąpiłem do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej o zbadanie historii rachunku bankowego Masy. Oparł to na zeznaniach świadka, jednego z urzędników kontroli skarbowej. Podczas przesłuchania w sądzie jednak ten sam świadek na moje pytanie, czy wie, w którym roku został powołany urząd Generalnego Inspektora…, odpowiedział, że nie wie. Ja wtedy zacytowałem dziennik ustaw i okazało się, że powstał w 2001 r., zatem w 1997 r. nie miałem do kogo wystąpić! Co najbardziej absurdalne, sąd w wyroku również pisze, że nie wystąpiłem z tym wnioskiem do Generalnego Inspektora…! W tym momencie zwątpiłem we wszystko.

To stwierdzenie jest zresztą potem wielokrotnie kopiowane w aktach. Czyli dostał Pan większy wyrok niż Masa. Zapłacił Pan?

10 tys. zł zapłaciłem. 52 tys. wisi, muszę je zwrócić do Skarbu Państwa, który staje się sutenerem, bo chce uzyskać pieniądze z rzekomego przestępstwa.

A byli przesłuchiwani jacyś świadkowie?

Cały wyrok opiera się na stwierdzeniu, że ja działałem w porozumieniu z Masą i że to ja kazałem mu przedstawić fałszywe dokumenty, których następnie nie zweryfikowałem, co przyczyniło się do negatywnego zakończenia kontroli. Z samych dokumentów kontroli wynika, wystarczy je przeczytać, że dokumenty te zostały przeze mnie zweryfikowane i nieuznane. A świadkowie? Oczywiście byli przesłuchiwani moi przełożeni i współpracownicy, którzy potwierdzali w całości moją wersję wydarzeń i przedstawioną przeze mnie procedurę kontroli skarbowej, jaka była stosowana w UKS-ie. Wszyscy oni byli świadkami powołanymi przez prokuratora. Cóż z tego, skoro w wyroku sądowym ich słowa zostały całkowicie przekłamane.

Nie ma żadnego znaczenia, że on został skazany w wyniku jednej z tych kontroli?

Nie ma żadnego dla sądu i prokuratury. Ja wskazuję na motyw zemsty. Co więcej, sąd w uzasadnieniu wyroku użył kapitalnego stwierdzenia – napisał, że nie znajduje rzeczywistych motywów, dla których Masa miałby mnie pomówić o wzięcie łapówki, ponieważ nie stanowię dla niego konkurencji w świecie przestępczym (sic!). Najistotniejszym w całej sprawie dowodem jest dowód kluczowy dla tej sprawy. Prokurator przed postawieniem mi zarzutów prowadził szerokie postępowanie na temat nieprawidłowości w Urzędzie Kontroli Skarbowej i musiał występować do prokuratury apelacyjnej o przedłużanie tego postępowania, bo ono trwało długi okres. W dokumentach znalazłem postanowienie prokuratora apelacyjnego z 2006 r., w którym prokurator apelacyjny napisał, że na skutek wątpliwości pojawiających się w wyniku zeznań świadka koronnego Masy konieczne są weryfikacja zeznań świadka koronnego i wystąpienie przez prokuratora do ministra finansów o powołanie specjalnego zespołu, który zbadałby rzetelność kontroli skarbowej z przepisami prawa. Jest to wręcz polecenie, jakie wydaje prokurator apelacyjny temu asesorowi, który zajmuje się moją sprawą.

Co robi asesor?

Nic. Nie jest zainteresowany powołaniem zespołu biegłych, którzy przeanalizowaliby moje kontrole. A dlaczego nie jest zainteresowany? Bo wie, że rezultat byłby dla niego nieprzydatny. Asesor przekazał akta kontroli skarbowej do ABW, aby to ABW dokonało takiej analizy. Major ABW z departamentu kontroli dokonał analizy akt kontroli, która  jest sporządzona na pięciu kartach A4. W tym dokumencie pada stwierdzenie, że Jacek Wetzlich, wbrew naciskom pełnomocnika Masy, nie uznał fałszywych dokumentów i nie uwzględnił ich jako poświadczających przychody Masy. Ta notatka nie stanowiła jednak dla asesorów prokuratury żadnego dowodu. Co robi prokurator z taką notatką? Powinna być w aktach sprawy, a asesor chowa ją w aktach kontroli skarbowej tak, aby sąd jej nie zauważył. Dlatego sąd w wyroku nie uznał jej i nie odniósł się do niej. Pomimo że dokument ten w oczywisty sposób potwierdza, że kontrole skarbowe Masy były rzetelne i zgodne z prawem, tym samym wskazuje na brak przesłanek do przyjęcia korzyści majątkowej, sąd II instancji w uzasadnieniu wyroku stwierdza, że sąd I instancji w sposób wyczerpujący odniósł się do wszystkich dowodów zebranych w sprawie. Z tego wynika, że dokument ABW nie był dla sądu żadnym dowodem.

Cóż to było? Co w niej jest zawarte?

Jest to notatka służbowa, sporządzona przez specjalistę prokuratury okręgowej, dotycząca moich kontroli skarbowych. Specjalista dokonuje w niej nie tyle analizy, co opisu tej sprawy. Podaje na talerzu prokuratorowi to, czego on oczekuje: że moja kontrola była nierzetelna, a ja, prowadząc kontrolę Masy, naruszyłem wszelkie możliwe przepisy prawa. Podsumowaniem notatki jest stwierdzenie, że moja kontrola odbyła się wyłącznie po to, aby oczyścić Masę. I to wystarczyło prokuratorowi. Ja złożyłem zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury – poświadczenia nieprawdy przez tego specjalistę. Kieruję takie zawiadomienie do prokuratury okręgowej, czyli tej, która prowadzi moją sprawę, ale i przekazuję kopię do prokuratury apelacyjnej. Jedna umorzyła, a druga odmówiła wszczęcia postępowania, ponieważ ów specjalista nie jest osobą, która może analizy przeprowadzać i wydawać opinie, a tylko wykonywać czynności techniczne. Zatem nieuznana jest notatka ABW, która stawia mnie w dobrym świetle, a ta jest opinią w sprawie! Co więcej, sąd, który nie musi znać się na podatkach i księgowości, również nie powołuje biegłych. Sąd i prokurator wchodzą w buty co najmniej biegłego księgowego. Ja osobiście, będąc sędzią, nie podjąłbym się oceny np. katastrofy budowlanej bez powołania biegłych! No cóż, nie wiemy, jakich mamy mądrych i wszechwiedzących sędziów, tylko co to ma wspólnego z podstawową zasadą prawa obowiązku dochodzenia prawdy obiektywnej, a nie tylko prawdy objawionej przez prokuratora.

       Zeznania Masy o rzekomym przyjęciu łapówki przez Jacka Wetzlicha są mało wiarygodne. Również z uwagi na to, że z jego inicjatywy została poinformowana prokuratura, a w konsekwencji tego Masa został skazany prawomocnym wyrokiem sądu. Zastanawiająca jest także kwota łapówki, przyjąwszy, że inspektor prowadził kontrolę w składzie wieloosobowym i musiałby się tą kwotą podzielić. A w kontroli uczestniczyło 4-5 osób, więc wychodzi 10 tys. zł na głowę. Kwota ta wydaje się być niewarta chronienia przestępcy.

Czego Pan teraz chce w związku z tą sprawą?

Chciałbym wznowienia procesu, bo wyrok jest prawomocny, a druga instancja po łebkach przyjrzała się sprawie. Konsekwentnie odmawiano mi prawa do obrony, a mianowicie przesłuchania mojego jedynego świadka – pani prokurator Marzeny Kowalskiej, z którą współpracowałem, a która jest obecnie zastępcą Prokuratora Krajowego. Złożyłem wniosek o kasację do Sądu Najwyższego, gdzie wskazuję wszystkie błędy, to jest moja ostatnia deska ratunku.

Jaka jest Pana sytuacja teraz?

Pracę podjąłem gdzie indziej. Nigdy nie nagłaśniałem tej sprawy wcześniej, bo miałem wtedy pracę, zależało mi na spłacie kredytu i nie chciałem stać się sensacją. Nie mam powrotu do administracji  publicznej. Nawet mnie nie wezmą do ochrony, bo jestem skazany. Praktycznie jestem na utrzymaniu dzieci.

Jak Pan żyje?

Organizm przyzwyczaił się do stresu.

(Od redakcji: Dziękujemy Panu Jackowi Wetzlichowi za zaufanie, że nam jako pierwszym powierzył swoją historię.)

7 responses to “Zemsta ” Masy”

  1. Aż się wierzyć nie chce… Mafia Masy została zastąpiona mafią działającą pod szyldem urzędników państwowych (specjalnie z małej).

  2. Potwierdza się stara prawda, że mafia działa ale w sądach i prokuraturze… Po co tylko wmawiać społeczeństwu, że reprezentują wymiar sprawiedliwości.

  3. Wiem, co Pan mógł przejść. Ja też jestem byłą pracownicą działu kontroli Urzędu Skarbowego w Kielcach. Po zakończonej pozytywnej kontroli dla Urzędu i oddaniu tam dokumentów zgodnie z procedurą, po 17 dniach osoba kontrolowana wcześniej przeze mnie, ze świecznika Kielc, z chęci zemsty urządziła prowokację. Zarzut przyjęcie korzyści majątkowej (stanowiącej 0.01 część zabezpieczenia !!!) Zacytuję niektóre ,,kwiatki,, z uzasadnienia wyroku już prawomocnego; sędzia stwierdził, że ,,nie udowodniono mi abym TO zrobiła, ale z jego doświadczenia życiowego wynika, że TO zrobiłam,, lub ,,brak moich odcisków palców na pieniądzach i kopercie nie świadczy o tym, że tego nie miałam w ręku,, (po wyniku badania grafologicznego), brak ,,nagrania wręczenia korzyści majątkowej świadczy tylko o tym że …prowokatorka… nie znała się na technikach operacyjnych,, (w które była zabezpieczona, i co tu się znać, miała to tylko na sobie). Brak dowodów a wyrok jest prawomocny już. Ktoś niżej napisał, że biedny urzędnik. Ten urzędnik też jest człowiekiem i bywa niewygodny dla niektórych. Żeby osądzać trzeba znać dokładnie sprawę. A w sądzie tak jak w urzędzie liczą się tylko WYNIKI. W sądzie nawet nie pomaga, że nie jest się ,,wielbłądem,,. Prokurator w trakcie zmieniał mi ,,kwalifikację,, czynu, bo pod pierwsze paragrafy się nie kwalifikowałam to zmienił na inne. Skąd to znamy; ,,dajcie mi człowieka a paragraf na niego znajdę,,.Dla nich zawsze jesteśmy wielbłądami i nic tu nie pomoże.

  4. Szanowny Panie Wetzlich,

    kontrolował Pan przez lata najpewniej różnych ludzi, twierdząc wydaje mi się, pysznie, że potrafi się Pan poruszać w przepisach, w których poruszać się de facto nie da. Dobry Bóg zgasił Panu światło, żeby zaczął Pan szukać do niego drogi pozbywając się w pierwszej kolejności powyższej pychy. Niech Pan posłucha trochę na youtube księdze Pawlukiewicza, odnajdzie Pan drogę.

  5. Chciałoby się powiedzieć Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. Niestety role się odwróciły i z pozycji myśliwego stał się Pan ofiarą. Nie żal mi Pana zupełnie bo pracując w instytucji tak patologicznej jak UKS (urząd kontroli skarbowej) sam Pan utrwalał ten system bezprawia jaki stworzyła nasza niby demokratyczna ojczyzna. Naginając prawo pod własne potrzeby czując się bezkarnie i nie ponosząc żadnych konsekwencji za swoje decyzje urzędnicy skarbowi i nie tylko niszczą uczciwe firmy i ludzi przykłady można mnożyć.
    Ja sam prowadząc firmę od 20 lat zostałem uznany przez Pana kolegów z UKS Bydgoszcz za oszusta podatkowego tylko dlatego, że dano wiarę osobom nieuczciwym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s